Zwykły rosół, w mniej zwykły sposób.
Na początek kurczak. Żeby nie był żylasty i taki szary jak to zwykle bywa po gotowaniu, włóż go do piekarnika. Niech się podrumieni. Możesz go natrzeć sosem sojowym, żeby nie musieć dosalać. Z racji tego, że lubię bardziej pikantne potrawy, obsypuję go pieprzem cayenne i czosnkiem suszonym z młynka. Zdecydowanie rekomenduję świeży wyciśnięty, ale i Tobie może go zabraknąć :) Wszystko oblej oliwą i, jeśli przesadzisz z pikanterią ;) możesz dodać odrobinę mleczka kokosowego. Powinno delikatnie złagodzić ostry smak a jednocześnie nada kurczakowi przyjemnego aromatu.
Reszta jak w standardowym rosole: cebula, włoszczyzna. Z tą tylko różnicą że cebula nie opalana. Chodzi o to by zachować możliwie dużą przejrzystość zupy. Dodatkiem niestandardowym jest czerwona ostra papryczka. Posiekana drobno, ale... nie za drobno :] Dzięki temu jeśli ktoś na nią trafi poczuje odmienny smak, ale po delikatnym rozgotowaniu nie będzie już nieprzyjemnie palący, a tylko odrobinę zaakcentuje odmienność potrawy. Jeśli nie będziesz wszystkiego układać w miseczki do zdjęcia i scierać blatu co chwilę, na pewno zajmie Ci to znacznie mniej czasu :]
Zdążysz wszystko wrzucić do garnka dokładając, wedle uznania, jeszcze kostkę wołową. A następnie już oskubanego mięso z kurczaka. Zielony składnik pozostanie moją tajemnicą i wyjawię go być może później. Choć nigdzie nie jest powiedziane że tak się stanie.
Możesz ugotować w oddzielnym garnku makaron. Choć polecam połamać makaron ryżowy i dodać go do tego samego garnka. Z racji tego że rosołu się nie gotuje tylko podgrzewa, na pewno nie rozgotuje się. A potrawa będzie bardziej jednolita. Potrawa dobra przed letnimi zmaganiami z siłownią. Syci dzięki pikanterii, i ułatwia wyjście na plażę z nieokrytą pupą ;) Powodzenia!!!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz